Wszystkie drogi prowadzą do…?

Jakie jest najważniejsze miejsce waszego domu? Gdzie najczęściej biegną wasze myśli kiedy pojawia się temat remontu? Które pomieszczenie szczególnie dobrze na was wpływa i zajmuje specjalne miejsce w serduszku?

Długo zastanawiałam się nad punktem wyjścia do rozważań o projekcie domu, i chyba nikogo nie zaskoczę jeśli oznajmię, że jest to kuchnia. Tak, nieoryginalnie stwierdzam, że w moim domu wszystkie drogi prowadzą do kuchni. Gdyby dom kręcił się wokół własnej osi, to ta oś byłaby w kuchni 🙂

Oprócz oczywistej zalety, którą jest lodówka, kuchnia posiada również wiele właściwości terapeutycznych. Szczególnie kojąco działa własnoręczne zmywanie talerzy i obserwacja, jak spod warstwy zastygłego tłuszczu odkrywa się z wolna gładka powierzchnia porcelany… 😉

A tak poważnie, chyba nie muszę jakoś szczególnie udowadniać swojej tezy? Zapewne większość z nas kiedyś przesiadywała przy stole w kuchni, odrabiając lekcje obok mamy przygotowującej obiad, lub pijąc ciepłe kakao z koleżnką/kolegą, chichrając się do naleśników albo frytek, najlepszej przekąski po zejściu z podwórka, kiedy nie trzeba liczyć kilogramów… Ach… ciepło wspominam te chwile 🙂

W kuchni znajdzie się chyba najwięcej szczegółów, które można zaaranżować na milion sposobów i będą razem i z osobna przedstawiały jakąś historię, oddawały zamysł autora, jego usposobienie i spojrzenie na świat. Nie wiem dlaczego, ale będąc u kogoś w gościnie to właśnie po kuchni wnioskuję o właścicielu domu/mieszkania. Chyba zgodzicie się ze mną, że wiejska kuchnia rustykalna zadziała na nas zupełnie inaczej niż modernistyczna, gładka tafla białych mebli, w których odbija się wasza twarz z filiżanką kawy przystawioną do ust?

Nie oceniam tutaj, która aranżacja jest lepsza, ponieważ w każdej z tych odsłon potrafię dostrzec niewątpliwą estetykę i harmonię. Ważne, żeby była w zgodzie z jej użytkownikami.

Rozpoczynam więc wędrówkę po kuchniach w poszukiwaniu inspiracji na harmonijne wnętrze, które będzie nie tylko cieszyło oko ale również zapewni komfort użytkowania i atmosferę sprzyjającą intymności, szczerym rozmowom przy kawie, wspólnemu gotowaniu i pieczeniu bożonarodzeniowych babeczek a’la renifery 🙂

Punkt pierwszy: okno.
Niezmiernie ważne dla mnie jest okno w kuchni. Musi być jasno, muszę widzieć co robię i nie mogę się nudzić przy zlewie… 😉

Punkt drugi: przestrzeń robocza.
Marzy mi się aby mi do kubka z herbatą nie wpadały okruszki chleba z kanapek, które robią sobie moje dzieci i mąż… Długi blat, najlepiej z podzieleniem na strefy dla kanapkowiczów i ekspres do kawy byłby mile widziany. Pierogi też dobrze byłoby gdzie ulepić.

Punkt trzeci: miejsce do siedzenia.
Uważam, że w kuchni nie tylko się robi, nie po to się ją dopieszcza, żeby nie było potem jak na nią spokojnie popatrzeć. Po za tym mam specjalny plan na ten kuchenny przystanek, który będzie wymagał osobnej uwagi, na razie nie zdradzę jaki.

Punkt czwarty: ukryty plan.
Przetestowałam już plan otwarty, gdzie kuchnia jest integralną częścią pokoju dziennego, tak zwanym aneksem kuchennym. I nie chcę powtórzyć tego błędu. Ma on oczywiście swoje zalety i jest dość modnym rozwiązaniem. Ale w naszym przypadku przez większość dni w ciągu roku, blat ledwo wyziera spod nastawianych naczyń i produktów spożywczych, zlew, który zwykle w katalogowych aranżacjach kuchennych zajmuje dumnie centralne miejsce na horyzoncie, u nas, mimo tego, że mamy zmywarkę, jest wiecznie pełny, lekko przytkany i na domiar złego zabarwił się od herbaty i innych farbujących płynów :/ A taki był śliczny, biały, granitowy…

Jest jeszcze punkt piąty: wyjście na ogród.
Jest to warunek, który stawiam przyszłemu projektowi domu, aby kuchnia miała osobne wyjście na ogród. Jest to praktyczne rozwiązanie podczas biesiad ogrodowych, kiedy chcąc podać napoje lub odnieść brudne naczynia po grillu nie muszę przechodzić między kanapą a fotelem w salonie, a dzieciarnia nie powyciera mi tłustych łapek o mijane oparcia, lecąc po kolejną przekąskę do lodówki.