Zanim zbuduję dom

Nie mamy jeszcze działki, nie mamy projektu i tej całej papierologii, co śmieszniejsze, nie mamy pieniędzy ani na jedno, ani na drugie, nie mówiąc już o samej budowie, którą zapewne sfinansuje bank. 

Ale co tam, głowa do góry!

Nikt nam przecież nie zabroni marzyć, ustawiać nowych celów, robić listy zakupów, która pewnie zdewaluuje się za tydzień.

Wiecie co daje mi pusty portfel?

Komfort snucia tak wielkich planów, że aż kompletnie nie do zrealizowania. Nie muszę w tej chwili przeliczać na złotówki wszystkiego co wpadnie mi w oko. Oglądanych aranżacji nie dzielę jeszcze na czworo, oceniając czy mnie na nie stać czy nie. Mogę spokojnie oddawać się rozpasaniu wzrokowemu, napawać się bez ograniczeń pięknem i chociaż przez chwilę poczuć atmosferę tysiąca domów, które zbuduję w mojej wyobraźni, które odwiedzę na tym i wielu innych blogach, zanim będę musiała poślubić ten jeden jedyny.

I wiecie co?

To działa niesamowicie relaksująco. Zanim zaczęłam pisać co mi leży na mojej skołatanej wyobraźni, siedziałam jak na szpilkach, frustrując się, że jest taki wspaniały plan, ale tyle wody musi upłynąć zanim się zrealizuje. Frustrowałam się, że właściwie to nawet nie wiadomo, czy cokolwiek dojdzie do skutku. Analizowałam po tysiąckroć wszystkie za i przeciw. Codziennie obliczałam ile uda nam się odłożyć w ciągu roku, i choćby nie wiem jak doskonały budżet bym opracowała, zawsze coś się po drodze z niego wysypało. I tak w kółko aż do chwili, kiedy znów naoglądałam się cudów architektonicznych w pracy (a trzeba wam wiedzieć, że pracuję dla firmy produkującej pustaki, cegły klinkierowe i dachówki, a więc wszystko co jest ściśle związane z budową domu i stale drażni moje spojówki), że aż chora z wrażenia opadłam przed monitor, odpaliłam “Nowy dokument” i zaczęłam pisać. I zrobiło mi się lżej. Już mi się nie spieszy. Czas biegnie swoim tempem. Frustracja przy oglądaniu home’owych inspiracji przerodziła się w pasję, na dodatek odkryłam, że nic mnie tutaj nie ogranicza, że mogę zajrzeć nie tylko do sąsiada, co będzie mieszkał w domu o wymuszonym przez warunki zabudowy, zunifikowanym stylu osiedlowym, ale również tam gdzie mieszają się style i gusta.